Kindle Paperwhite VS Boox M92: Pliki PDF




Spis treści:

Czytaj też:
Inżynier to człowiek, wbrew pozorom, bardzo oczytany. Podczas pracy czytam praktycznie wszystko jak leci - dokumentacje, książki, instrukcje, poradniki, normy. Są to nierzadko publikacje liczące kilkaset stron i zajmujące kilkadziesiąt megabajtów, a sam spis treści może się ciągnąć przez kilkanaście kartek/ekranów. Oprócz surowego testu, oczywiście przeglądam też pełno wykresów, schematów oraz tabelek. Wszystkie te dokumenty są publikowane w formacie PDF. Najważniejsze jednak jest, by w tym gąszczu informacji szybko znaleźć to, co rzeczywiście w danej chwili jest potrzebne, więc przydałaby się dobra wyszukiwarka. Oprócz tego, ważny jest także słownik angielsko-polski, bo 3/4 tego co czytam, jest po angielsku. Tak więc, wobec czytnika e-booków mam bardzo wyśrubowane wymagania.


Kindle Paperwhite


Kindle PDF-y oczywiście potrafi otworzyć. Jednak czytanie PDF-a na 6-calowym ekranie to czasami sport ekstremalny. Można wobec tego obrócić ekran o 90 stopni, tak by widzieć na ekranie niecałe pół strony. Powiększyć stronę można, aczkolwiek pozostawia to wiele do życzenia - nie ma możliwości płynnej regulacji skali, a jedynie można zmieniać powiększenie "bardzo skokowo" (ciekawe, że rysunki z ebooków można powiększać bardzo płynnie)


Na obrazku powyżej widzicie screenshot z przykładowym schematem. Amazon strzelił sobie samobója, bo Kindle dodaje własne marginesy!!! Przez to z 6-calowego ekranu robi się ledwie 5-calowy, a dookoła treści widzimy piękną bezsensowną białą ramkę...

W dokumentach liczących kilkaset stron nie obejdzie się bez interaktywnego spisu treści, takiego jak w Adobre Reader. W starszych Kindlach, takiej opcji nie było wcale. W Paperwhite wreszcie się pojawiła, ale jej funkcjonalność (niestety!) znowu pozostawia wiele do życzenia. Ze spisu treśli liczącego kilkadziesiąt rozdziałów, podrozdziałów, podpodrozdziałów, na wyświetlaczu w jednej chwili widoczne jest zaledwie kilka i trzeba wielokrotnie przewujać listę, by znaleźć to, czego się szuka. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że Kindle nie odróżnia rozdziałów od podrozdziałów i wszystkie pozycje wyglądają identycznie. Kindle Paperwhite łapie kolejny minus.


Plusem jest to, że przeglądarka obsługuje odnośniki w PDF-ach, co jest niezmienie przydatne, kiedy tekst odsyła nas do jakiejś tabeli czy do innego rozdziału. Można także cofnąć się do poprzednio oglądanej strony, zupełnie jak przeglądarce WWW.

Bardzo mi się podoba sposób działania słownika. Jeśli nie rozumiesz jakiegoś słowa, wystarczy nacisnąć je palcem i po chwili wyskakuje okienko z tłumaczeniem i definicją. Oczywiście w standardzie słownika polskiego nie ma i trzeba go sobie ściągnąć z internetu. Słownik jest bardzo dobry i z tej funkcji często korzystam. Jednak ze względu na nieprecyzyjny panel dotykowy, często zdarza się trafić na sąsiednie słowo, zwłaszcza gdy tekst jest mały.

Mimo że słownik nie pochodzi z Amazonu, to uważam że warto tu o nim wspomnieć. Zainstalowałem go wg instrukcji ze Świata Czytników i jestem pod wrażeniem jego zaawansowania - są w nim nawet bardzo specjalistyczne słowa! W przypadku słów "popularnych" mamy dostępne polskie tłumaczenie, następnie przykładowe zdania i definicje po angielsku.


Teraz o wyszukiwarce - działa. Po wpisaniu szukanego słowa pojawiają się przyciski PREVIOUS/NEXT/DONE i można w ten sposób przeszukiwać plik. Niestety wyszukiwarka działa dość wolno.



Zostawmy więc ciężką dokumentację i weźmy coś prostszego. PDF, widoczny poniżej, pisałem czcionką o rozmiarze 10 i jakoś nawet da się go czytać w trybie "portrait mode" czyli pionowym. Wygląda nawet ładnie.


A teraz inny, ciekawy przykład pokazujący, że PDF może jednak wyglądać dobrze. W tym przypadku bardzo ładnie działa funkcja automatycznego wycinania marginesów. Po lewej widzicie oryginalny PDF, a po prawej screenshot z Kindla. Czytnik przerobił obraz tak, jak wyglądać powinien i aż jestem zdziwiony, że tak ładnie to wyszło.


Fajną rzeczą jest możliwość ustawienia kontrastu w poszczególnych plikach. Przydaje się to w szczególności, gdy mamy szary tekst albo szare tło. Ustawienia kontrastu są zapisywane i nie trzeba go ustawiać na nowo po każdym otwarciu pliku. Kolejną przydatną rzeczą jest możliwość zaznaczenia poszczególnych fragmentów tekstu, by je potem szybko przywołać. Ponadto, zaznaczone fragmenty są kopiowane do pliku My Clippings, gdzie możemy je przeglądać lub przegrać do komputera.

Mikrokontrolery XMEGA

Do dyspozycji mamy 1,5GB pamięci. Mało? Dużo? Jak na pliki tekstowe to moim zdaniem bardzo dużo i nieźle trzeba by się namęczyć, by ten limit wyczerpać. W chwili obecnej mam prawie 200 plików, co zajmuje 750MB, czyli jeszcze kolejne 200 plików mógłbym wrzucić. Jeśli mimo to ktoś twierdzi, że pamięci jest zbyt mało - można skorzystać z chmury, ale na jej temat wypowiem się kilka rozdziałów dalej.

Boox M92


W Booxie wszystko jest większe. Ekran jest większy i pamięć również jest większa, bo aż 4GB. Możliwe jest także skorzystanie z karty pamięci SD lub SDHC - polecam tą drugą, bo różnica w szybkości działania jest bardzo duża.


Zobaczmy jak wygląda przykładowa strona z dokumentacji ATmega128. Wszystko jest piękne i czytelne, nawet bez powiększania! A jeśli chodzi o powiększanie, czytnik operuje funkcję Auto Crop, czyli automatyczne usuwanie marginesów i w przeciwieństwie do Kindle - nie dodaje białego obramowania dookoła strony, tak więc można w całości wykorzystać ogromny wyświetlacz, jaki ma Boox M92. Auto Crop trzeba sobie włączyć samemu, bo domyślnie ta funkcja jest wyłączona (ciekawe czemu? przecież działa doskonale).

Strony możemy przeglądać na kilka sposobów - klawiszami prawo/lewo, joystickiem, rysikiem albo klikając rysikiem na "pasku postępu" w dolnej części ekranu. W ten sposób można szybko wrócić na początek książki.


Jeśli chodzi o spis treści, spełnił moje oczekiwania w zupełności. Czytnik dobrze radzi sobie z hierarchią podrozdziałów i można bardzo szybko odnaleźć to, co trzeba. Jeśli spis nie mieści się na jednym ekranie, można go przeglądać tak, jak strony w książce. W przypadku dokumentacji ATmega128 spis ciągnie się aż przez 18 stron :)


Inaczej ma się sprawa za słownikiem. Próżno szukać polskiego słownika w domyślie wgranym oprogramowaniu (chociaż znajdziemy tam reklamówki zamieszczone przez polskiego dystrybutora) i trzeba go sobie ściągnąć z ze strony Arta Tech. Niestety słownik jest bardzo prymitywny - wielu słów nie ma, a polskie litery wyświetlają się jako... znaki zapytania! Wyszukiwarka działa tak samo jak w Kindle i również powoli.


Ciekawostka - screenshoty są kolorowe, choć obraz na wyświetlaczu oczywiście jest czarno-biały. Ciekawe, że do pamięci ładują się kolory, gdy nie ma możliwości ich pokazania.


Najlepszym bajerem jest możliwość pisania po PDF-ach!!! Można dodawać ręczne notatki, a potem można je zapisać do PDF-a i przeglądać na komputerze. Naprawdę fajnie zrobili tę opcję. Okazało się, że gryzmolenie po dokumentacjach jest bardzo przydatne i sprawia dużo frajdy :)


Jest też tzw. funkcja reflow, czyli możliwość zmiany rozmiaru czcionki w PDF-ie. Czytnik potrafi przeformatować plik w taki sposób, by powiększyć czcionkę przy zachowaniu obrazków i układu dokumentu. Działa to bardzo różnie i raczej nie należy się spodziewać fenomenalnych efektów. Tak czy inaczej - przy tak dużym ekranie ta funkcja jest zupełnie niepotrzebna i poza testami nigdy z niej nie korzystałem.

Istnieje cały szereg opcji dotyczących powiększenia - zoom do szerokości, wysokości, dopasowanie całej strony, wycinanie marginesów, zoom by two points. Ciekawą opcją jest paper mode i comic mode. Paper mode jest przydatne, jeśli tekst jest zorganizowany w dwóch kolumnach. Wówczas czytnik powiększa jedną kolumnę i przesuwamy się po stronach w taki sposób, jakby w dokumencia była tylko jednak kolumna. Mimo to, jakoś nie używam tych funkcji. Wyświetlacz jest na tyle duży, że jest to po prostu niepotrzebne i nawet bardzo fikuśnie sformatowane PDF-y wyglądają dobrze.



Spis treści:

Czytaj też:

Kindle Paperwhite VS Boox M92: Wyświetlacz E-Ink




Spis treści:

Czytaj też:

Wyświetlacz E-Ink


Czuję się w obowiązku, by wytłumaczyć niewtajemniczonym, o co chodzi z tym e-papierem. Otóż jest to zupełnie nowy rodzaj wyświetlaczy elektronicznych, obok LCD, LED, VFD... Ma jedną cechę szczególną, których inne wyświetlacze nie mają - w stanie statycznym, kiedy wyświetlany obraz jest nieruchomy, wyświetlacz nie pobiera WCALE prądu! Poszukajcie na Youtube - ludzie rozbierają czytniki, odłączają wyświetlacz, a na nim cały czas jest ten sam obraz! Ale zaraz... przecież mówi się, że to LCD jest mega-super-hiper energooszczędny, więc jak to? Cóż, LCD oszczędny owszem jest, ale w... kalkulatorze. W przypadku kiedy LCD jest duży, kolorowy, to wymaga podświetlania diodami lub lampami jarzeniowymi, a w dodatku każdy piksel wyświetlacza musi być odświeżany kilkadziesiąt razy na sekundę. Do tego musimy dołożyć jeszcze sterownik, który cały czas ten wyświetlacz kontroluje. Okazuje się, że w nowoczesnych telefonach i tabletach najwięcej energii pobiera ten rzekomo oszczędny LCD...

Wyświetlacz E-Ink jest zdecydowanie bardziej energooszczędny, ale ma kilka wad, przez które nie zastąpi LDC. Przede wszystkim - jest powolny. Proces odświeżania zajmuje tyle czasu, że jest zawsze widoczny jako naprzemienne rozjaśnienie i zaczernienie ekranu. Z tego powodu e-papier dobrze nadaje się do czytania, jednak jako telewizor nie miałby żadnych szans w porównaniu z LCD. Kolory na E-Ink również wyglądają nie najlepiej. Obecnie kolorowe wyświetlacze są dopiero w fazie prototypów i jakoś nie zapowiada się, by podbiły rynek.

Kindle Paperwhite


Mamy tu wyświetlacz o rozdzielczości 1024x758 (tak, 758 a nie 768) o możliwości wyświetlenia 16 odcieni szarości. Przyznam szczerze, że jestem zaskoczony możliwościami tego ekranu. Obraz jest bardziej wyraźny niż na normalnym papierze. Tekst jest ostry jak żyleta, a piksele są tak małe, że ich nie widać. Kąt obserwacji to praktycznie 180 stopni we wszystkich kierunkach. Wygląda to wszystko, jakby to rzeczywiście był papier.

Kindle Paperwhite ma panel dotykowy, reagujący tylko na palec. Wydaje się, że jest to panel pojemnościowy, ale mniejsza z tym. Obsługa jest bardzo wygodna, ikony oraz napisy w menu są duże i łatwo je trafić. Jednak jeśli chodzi o klikanie w linki w przeglądarce czy zaznaczanie słów w książce, niestety tak dobrze już nie jest. Wiele razy zdarzało mi się spudłować i trafić gdzieś obok.

Ważną zaletą jest podświetlanie ekranu, którego dotychczas w czytnikach ebooków nie było i z resztą cały czas produkowane są różne czytniki bez podświetlania. Wynika to z pewnych trudności technicznych, a mianowicie e-papier nie jest przezroczyty, tak jak LCD. Wobec tego, warstwa oświetlająca nie może być pod wyświetlaczem, tylko nad nim i musi kierować światło w dół, by odbiło się od papieru. Jest to wbrew pozorom, dość trudny problem. Jednak inżynierowie z Amazonu poradzili sobie znakomicie - oświetlenie jest doskonałe! Podświetlanie jest równomierne i można precyzyjnie (i wygodnie) dostosować jasność wyświetlacza. Jednak moim zdaniem trochę przegięli, bo podświetlania nie da się wyłączyć, co jest głupotą - jak można opracować super energooszczędny ekran i marnować energię na podświetlanie, kiedy nie jest potrzebne? Kompletnie bez sensu...



Boox M92


Wyświetlacz jest zdecydowanie większy i ma rozdzielczość aż 1200x824 pikseli. Dzięki temu przeglądanie PDF-ów jest niesamowicie wygodne i nawet nie ma potrzeby, by cokolwiek powiększać. W ustawieniach jest dostępna bardzo przydatna funkcja, której Kindle nie ma - ręczne odświeżanie ekranu. W Kindle odświeżania nie da się wyłączyć, a tutaj można. Odświeżanie ma na celu zlikwidowanie śladów po tekście, który został usunięty z ekranu (tzw. ghosting). Jednak ekrany w technologii Pearl, takie jak w Paperwhite i w M92 są na tyle dobre, że w wielu przypadkach odświeżanie można sobie podarować, aby wyświetlacz działał szybciej.

Mikrokontrolery XMEGA

Podświetlania nie ma. Trochę więcej uwagi poświęcę panelowi dotykowemu. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie firmy WACOM. Najciekawsze jest to, że panel dotykowy znajduje się... pod wyświetlaczem! Dzięki temu w żaden sposób nie zmniejsza kontrastu i jest całkowicie niewidoczny (w Kindle widać charakterystyczne kropeczki między warstwami panelu). WACOM reaguje tylko na specjalny rysik dołączony do czytnika, natomiast nie reaguje na palec ani nic innego. I w tym momencie pewnie część czytelników się oburzy - jak to? Tylko rysikiem można to obsługiwać!? Żeby dodać oliwy do ognia dodam - rysika nie można schować do czytnika! Trzeba kupić dodatkowe etui! Mimo to, rysik jest dość funkcjonalny. Przede wszystkim jest daleeeeece bardziej precyzyjny niż panel w Kindlu. Z łatwością można zaznaczyć nawet drobne słówka i można nim łatwo pisać po ekranie. Jeśli komuś nie chce się wyciągać rysika, to czytnik można również obsługiwać klawiszami.


Rysik sam w sobie jest bardzo ciekawy. Wystaje z niego biały szpikulec, który po dotknięciu wyświetlacza nieznacznie wsuwa się do środka i uaktywnia panel dotykowy. Proponuję zrobić ciekawy eksperyment - można palcem wcisnąć ten biały wihajster i wtedy panel wykrywa rysik nawet z odległości 1cm! Można więc "rysować w powietrzu" a panel dotykowy działa wtedy bezdotykowo! Niesamowita technologia - nie ma pojęcia, jak to działa...


Spis treści:

Czytaj też:

Kindle Paperwhite VS Boox M92: Pierwsze wrażenie


Spis treści:

Czytaj też:

Kindle Paperwhite


Kindle wygląda wręcz przepięknie! Bardzo ładna obudowa ma wymiary prawie 12x17cm i bardzo dobrze leży w dłoni. Czytnik jest bardzo lekki i wygodnie się go trzyma, nawet podczas jazdy tramwajem na stojąco. Przednia część obudowy wykonana jest z metalu, a tylna jest z plastiku, w którym wytłoczono wyraźne logo "kindle". Po wyjęciu z pudełka, na wyświetlaczu widnieje obrazek informujący, żeby podłączyć czytnik do USB w celu naładowania baterii. Początkowo myślałem, że jest on naklejony na wyświetlacz, jednak to wcale nie nakleja - wyświetlacze typu E-Ink w ogóle nie potrzebują prądu, jeśli obraz się nie zmienia! Tak więc producent wpadł na świetny pomysł, by czytniki po wyjeździe z fabryki już coś miały na wyświetlaczu namalowane.



Wyświetlacz jest matowy i nie widać na nim odcisków palców, czego niestety nie można powiedzieć o obudowie. Przednia część jest dość podatna na odciski palców, a z tyłu czytnika każdy odcisk palca widać bardzo wyraźnie. Nie wiem, czy to wina plastiku czy nieco gumowatej powierzchni, ale po kilku godzinach użytkowania tylna strona obudowy wygląda szkaradnie i wymaga polerowania.

Czytnik na dole obudowy ma gniazdo microUSB, służące do łączenia z komputerem i do ładowania baterii oraz przycisk do włączania. Nie ma żadnych innych elementów w obudowie.

Boox M92


Boox ma gość spore gabaryty i Kindle wygląda przy nim jak miniaturka - ma wymiary 18x24cm, czyli prawie jak kartka A4. Czytnik ten jest dużo większy, ale niestety również cięższy. Jednak czytnik z 10-calowym ekranem kupuje się właśnie dlatego, że jest duży, więc na wagę narzekać nie należy.

Mikrokontrolery XMEGA

Po lewej stronie mamy cztery przyciski, po prawej jest 5-kierunkowy joystick, a na dole są: włącznik, gniazdo na kartę SD, przyciski głośniej/ciszej, miniUSB (którym również ładuje się baterie) oraz złączę mini-jack na słuchawki. Jednak Boox jest równie podatny na odciski palców, jak Kindle. Nie wiem z czego oni te czytniki robią... Dla mnie jest to wręcz nie do zniesienia, kiedy widzę na obudowie tłuste paluchy, a zwłaszcza kiedy te odciski nie są moje :) natomiast ekran, tak samo jak w Kindle, na odciski palców jest odporny i zawsze bardzo ładnie wygląda.


Spis treści:

Czytaj też:

Kindle Paperwhite VS Boox M92




W moje ręce wpadły dwa innowacyjne czytniki ebooków. Pierwszy to Amazon Kindle Paperwhite, który został ogłoszony przez producenta najbardziej zaawansowanym czytnikiem świata. Drugi to Onyx Boox M92, posiadający zdecydowanie większy wyświetlacz oraz mnóstwo funkcji. Niniejszy cykl artykułów ma na celu porównanie obu modeli. Jako że strona Leon Instruments jest przeznaczona dla elektroników, szczególną uwagę będę zwracał na zastosowanie wymienionych czytników w praktyce elektronicznej - inżynier w pracy czyta całkiem sporo różnorakich dokumentacji, a czytnik ebooków wydaje się być całkiem fajnym narzędziem, które może usprawnić pracę i ograniczyć drukowanie. A zatem - let the war begin!

Spis treści:

Czytaj też:
Mikrokontrolery XMEGA

Sklep Leon Instruments